wtorek, 10 maja 2016

Bezbronnosc.



Glowe mam wypelniona niespelnionym marzeniem. Chwieje sie ciezko na zbyt dlugiej lodyzce niczym koncha tulipana wypelnionego woda. Jeden powiew i zlamie sie gwaltownie i rozpaczliwiej niz rozerwany papier milosnego listu. Kolysze wiec dzien lagodnie, jak niebo popychajace szare, napeczniale chmury.
Bez nadziei na burze, w cichym przykleku bez snow. 

<   >

środa, 11 listopada 2015

Uzurpowana.

Mam niepomarszczoną duszę. Gładka, bez rys rozciaga się we mnie jak skóra na tamburynie. Jest cieńka jak papier, gotowa na przyjęcie wszystkich promieni słońca. I na niecierpliwe bębnienie twoich palców. Jak w bajce, jak we śnie.
Ale On chowa się w cieniu. Pognieciony jak zmięta kartka papieru, rzucany z kąta w kąt przez nieistniejące już wokół niego wichury. Patrzy się w siebie i znika.

Wiesz, nie wiedziałam, że mam w dłoniach taką moc. Ja, z moim niebieskim spojrzeniem. Z wrośniętą w kość prostotą. Z brakiem słów zaczepionych o Twoje wypowiedzi. Z nieodkupionym żalem toczącym się w meandrach zapomnienia.
Krwawisz, bo ja wyżłobiłam Ci duszę.
Moja pozostała nietknięta.

< Tête de Bélier, Château Puech-Haut, 2013 >

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Modlitwa.

W stanie post-milosnym doswiadczam glebiej.
Niespodziewane wspomnienie smaku poziomek, wszystkie odcisniete we mnie dzwieki, szelest zamykanych przez Ciebie oczu.
Na jezyku rozjezdzaja sie przedwczesne zmiany por roku.

Dziwnie tak, w koncu zdac sobie sprawe ze juz nigdy nie bede pojedyncza. Osobna. Teraz, stojac obok, patrze na sama siebie kiedy usmiechem przyzwolenia pieczetuje ta umowe. Na stale, na zawsze, na nieuknione. Na kazde zadanie.

Konsekwentnie musze otrzepac z Was cialo, majac nadzieje, ze powpadacie w ukrycia zaglebien nogawek, jakies kieszonki, jakies pozostawione tylko dla mnie przestrzenie serca. I gdzie na zawsze bede was strzec, rozrysowanych konstelacjami pod moja skora.

Caluje,
U.

piątek, 2 stycznia 2015

Podsumowanie.

Twoje imie jest glebokie jak czarna czekolada z chilli. Pelne, dojrzale, gorace. Rozplywa sie na jezyku, jedwabnie draznicac wnetrze warg i piekac plonie w glowie, rozpalajac wzrok. Wedruje wewnatrz mnie, przeskakujac wzbierajacym mrukiem z gardla bezposrednio w krwioobieg. Zamykam zamglone oczy i czuje, jak rozbrzmiewa mi w czubkach palcow, przeslizguje sie przez konche brzucha, oddechem ogrzewa uda. 
Twoje imie i Twoje spojrzenie, jak miod spadziowy zlizywany z palcow. Twoj glos z obcym akcentem odszukujacy droge wsrod nieznanych sobie dzwiekow jezyka na ktory rozpadam sie kiedy doprowadzasz mnie do rozkoszy. Twoj zapach, ulotny, wyczuwalny jedynie krotkimi powiewami kiedy weszac wtykam nos pomiedzy Twoje ucho a szyje, tam gdzie skraca ci sie oddech. Twoja twarz, ktora przesladuje mi sny zeszlego roku.

Ty, moje postanowienie noworoczne ktorego nie dotrzymam.

< Château Giscours, Margaux, 2007 >

piątek, 28 listopada 2014

Chłepcząc.

- Tell me a story, Silver.
- What story?
- The story of what happened next. 
- That depends.
- On what?
- On how I tell it.
...
That depends on how you want to write it, moja kochanie...

< Nie wie jak napisac te historie >

czwartek, 22 maja 2014

Wspomnienie.


Kiedys spojrzal na mnie i powiedzial:
 - Nazwe Cie "Tula".
Usmiechnelam sie, ufnie, obracajac w glowie podznaczenie: od "tulenia", pomyslalam, instynktownie, naturalnie.
 - Podoba Ci sie?
Skinelam glowa, wciaz widzac swiat w podcieniach purpury.
 - Przeciez tyle znaczen za tym. Na przyklad: tarantula.

Jakis swiat splonal w tym wlasnie momencie. Smetne "pyk". 
Mysle, ze o tym wiedzial.

Od tamtej pory wyrachowanie smakuje w naprawde przedziwny sposob.

czwartek, 20 marca 2014

Saint.

Jak dbać o milość?


Kiedy już pierwotne pożądanie przywdziewa kapcie i tylko czasem roziskrzy się rozbuchanym snem.

Kiedy już w spojrzeniu odbija się kobieta, nie zdobycz.
Kiedy już szpilki na obcasach są tylko służbowym bodźcem.
Kiedy już na progu wita się wygoda z samotnością.

Można pozostać dziwką na wyłączność.

Albo ... < uśmiech >

Wrocila.

 
< Chateau Yon-Figeac, Saint-Emillion Grand Cru, 2004 >

 

czwartek, 20 lutego 2014

12.02.2011



Nosze w sobie zarodki slonca; dojrzewaja plynnie, mdlejaco, chronione cienka zaslonka jego powiek. Jestem jak namalowana na szkle jego palcow. W ich opoce jestem nieskonczenie delikatna ale paradoksalnie silniejsza niz kiedykolwiek. Pragne i otrzymuje.
Nigdy nie przestane Ci dziekowac za jego istenienie i brak koniecznosci umierania.

< To bylo. Tak jest. Ale dzis pekam i krusze sie, a moj mialki pyl drazni jego stopy>

piątek, 23 sierpnia 2013

Wybranek.

Zmeczona jak po wojnie, jak po konczacym sie maratonie zycia. Jak po splywajacej po policzku lzie.

Zbyt wiele strat, niewyobrazalnych wymarlych krain zalega we mnie. Z kazdym slowem Twojego smutku ktory zadaje Ci samym oddechem. Nasze istnienie jest zadawaniem sobie nieustannych ran. Bez nich nie przezyje. Przyjemnosc w bolu.  Za kazdym razem kiedy piszesz do mnie Jasminowy Chlopcze rozkladam ramiona nie chcac spasc.

< Balansujemy na krawedzi twojego odejscia.  >

środa, 7 sierpnia 2013

Przebłyski.

Zasłuchuję się w wypisane przez Niego piosenki. Dźwięczą nocą i tęsknotą pragnienia, przypominając złotawy kolor jego skóry w migoczącym świetle płonącego ognia.

Swoim chłodem spalił cały świat.


< Ty jesteś mi wciąż na tuż krawędzi skóry. Dziś ciemnoczerwone z przebłyskami czerni. Château Verdignan, Haut-Médoc, 2005 >

wtorek, 8 stycznia 2013

Skulenie.

Smutki miękkie chodzą mi pod skórą.
Mój świat kończy się tam, gdzie się nie zaczynasz.

< szczątkowość jej ciała bez obrysu Twych rąk >

środa, 12 września 2012

Dystans.

Wybierałam profesorów, inżynierów, poetów, pisarzy, filozofów i myślicieli. Omawiali, obliczali, opiewali, opisywali, zgłębiali, przemyśliwali naszą… swoją miłość.
Nigdy mnie.

Ja potrafiłam Cię opowiedzieć. Dziś cierpnę wsłuchując się w chrzęszczenie moich dłoni na bezpłodnej bieli kartki. Teraz rodzę tylko energię nuklearną.

< Nastąpiła zima. Zalepiła jej powieki kryształkami przemilczeń. >

niedziela, 26 sierpnia 2012

Odnalezienie.

Zamykam oczy i cały świat zawraca.

Rozmruczanie twojego oddechu tuż obok mnie nie ma sobie równych.
Zamiast krwi krąży we mnie wino o cierpkawej, wysublimowanej nucie dojrzałego drewna.
Chodź, wychłepcz mnie do dna. A ja w końcu nadam Ci imię którego szukałeś od dziecka.
I przyrzekam Ci. Zaistniejesz.

< pytania nigdy nie zadane śnisz mi nocami >

poniedziałek, 23 lipca 2012

Pyknięcie.

Noszę w sobie krzyk. Ryk rozrywający trzewia. Zmieniający żyły w bicze lian, nabrzmiałe do niemożliwości gejzerem czerwieni.
Wrzask, który kiedyś wybuchał stalowym spojrzeniem, nosił mnie burzami pewnych siebie kroków, onieśmielał każdego pojawiającego się na mojej drodze. Czysty ogień i pierwotna siła wszechobecnego zadowolenia Kota oblizującego się nad myszą.
Wrzask, który teraz wysiąkuje się ze mnie, tak samo jak piard w kąpieli wydobywa się z zaciśniętych pośladków prawiczka. Pierdnięcie które unosi się ponad powierzchnię wody ze smętnym pyknięciem, zostawiając za sobą jedynie smrodek i wszechobecne uczucie zawstydzenia. Nie. Nie lubię.

< Pierwszy raz w życiu nieprofesjonalnie. Ale złoto. >

piątek, 30 marca 2012

Esperal.

Czasem jezcze pojawiasz się tuż na krawędzi moich warg. I szept jak upadły motyl wylatuje z ust - Proszę, opowiedz mnie jeszcze raz.

A potem patrzę w jej oczy i wiem, że to się nigdy nie stanie.

Zabiłam wszystkie swoje przeszłe ja. Z aż za dobrym skutkiem.

< wasze milczenia jak esperal, uzależnienie zaszyte w mojej skórze >