Zmeczona jak po wojnie, jak po konczacym sie maratonie zycia. Jak po splywajacej po policzku lzie.
Zbyt wiele strat, niewyobrazalnych wymarlych krain zalega we mnie. Z kazdym slowem Twojego smutku ktory zadaje Ci samym oddechem. Nasze istnienie jest zadawaniem sobie nieustannych ran. Bez nich nie przezyje. Przyjemnosc w bolu. Za kazdym razem kiedy piszesz do mnie Jasminowy Chlopcze rozkladam ramiona nie chcac spasc.
< Balansujemy na krawedzi twojego odejscia. >
piątek, 23 sierpnia 2013
środa, 7 sierpnia 2013
Przebłyski.
Zasłuchuję się w wypisane przez Niego piosenki. Dźwięczą nocą i tęsknotą pragnienia, przypominając złotawy kolor jego skóry w migoczącym świetle płonącego ognia.
Swoim chłodem spalił cały świat.
< Ty jesteś mi wciąż na tuż krawędzi skóry. Dziś ciemnoczerwone z przebłyskami czerni. Château Verdignan, Haut-Médoc, 2005 >
Swoim chłodem spalił cały świat.
< Ty jesteś mi wciąż na tuż krawędzi skóry. Dziś ciemnoczerwone z przebłyskami czerni. Château Verdignan, Haut-Médoc, 2005 >
wtorek, 8 stycznia 2013
Skulenie.
Smutki miękkie chodzą mi pod skórą.
Mój świat kończy się tam, gdzie się nie zaczynasz.
< szczątkowość jej ciała bez obrysu Twych rąk >
Mój świat kończy się tam, gdzie się nie zaczynasz.
< szczątkowość jej ciała bez obrysu Twych rąk >
środa, 12 września 2012
Dystans.
Wybierałam profesorów, inżynierów, poetów, pisarzy, filozofów i myślicieli. Omawiali, obliczali, opiewali, opisywali, zgłębiali, przemyśliwali naszą… swoją miłość.
Nigdy mnie.
Ja potrafiłam Cię opowiedzieć. Dziś cierpnę wsłuchując się w chrzęszczenie moich dłoni na bezpłodnej bieli kartki. Teraz rodzę tylko energię nuklearną.
< Nastąpiła zima. Zalepiła jej powieki kryształkami przemilczeń. >
Nigdy mnie.
Ja potrafiłam Cię opowiedzieć. Dziś cierpnę wsłuchując się w chrzęszczenie moich dłoni na bezpłodnej bieli kartki. Teraz rodzę tylko energię nuklearną.
< Nastąpiła zima. Zalepiła jej powieki kryształkami przemilczeń. >
niedziela, 26 sierpnia 2012
Odnalezienie.
Zamykam oczy i cały świat zawraca.
Rozmruczanie twojego oddechu tuż obok mnie nie ma sobie równych.
Zamiast krwi krąży we mnie wino o cierpkawej, wysublimowanej nucie dojrzałego drewna.
Chodź, wychłepcz mnie do dna. A ja w końcu nadam Ci imię którego szukałeś od dziecka.
I przyrzekam Ci. Zaistniejesz.
< pytania nigdy nie zadane śnisz mi nocami >
Rozmruczanie twojego oddechu tuż obok mnie nie ma sobie równych.
Zamiast krwi krąży we mnie wino o cierpkawej, wysublimowanej nucie dojrzałego drewna.
Chodź, wychłepcz mnie do dna. A ja w końcu nadam Ci imię którego szukałeś od dziecka.
I przyrzekam Ci. Zaistniejesz.
< pytania nigdy nie zadane śnisz mi nocami >
poniedziałek, 23 lipca 2012
Pyknięcie.
Noszę w sobie krzyk. Ryk rozrywający trzewia. Zmieniający żyły w bicze lian, nabrzmiałe do niemożliwości gejzerem czerwieni.
Wrzask, który kiedyś wybuchał stalowym spojrzeniem, nosił mnie burzami pewnych siebie kroków, onieśmielał każdego pojawiającego się na mojej drodze. Czysty ogień i pierwotna siła wszechobecnego zadowolenia Kota oblizującego się nad myszą.
Wrzask, który teraz wysiąkuje się ze mnie, tak samo jak piard w kąpieli wydobywa się z zaciśniętych pośladków prawiczka. Pierdnięcie które unosi się ponad powierzchnię wody ze smętnym pyknięciem, zostawiając za sobą jedynie smrodek i wszechobecne uczucie zawstydzenia. Nie. Nie lubię.
< Pierwszy raz w życiu nieprofesjonalnie. Ale złoto. >
Wrzask, który kiedyś wybuchał stalowym spojrzeniem, nosił mnie burzami pewnych siebie kroków, onieśmielał każdego pojawiającego się na mojej drodze. Czysty ogień i pierwotna siła wszechobecnego zadowolenia Kota oblizującego się nad myszą.
Wrzask, który teraz wysiąkuje się ze mnie, tak samo jak piard w kąpieli wydobywa się z zaciśniętych pośladków prawiczka. Pierdnięcie które unosi się ponad powierzchnię wody ze smętnym pyknięciem, zostawiając za sobą jedynie smrodek i wszechobecne uczucie zawstydzenia. Nie. Nie lubię.
< Pierwszy raz w życiu nieprofesjonalnie. Ale złoto. >
piątek, 30 marca 2012
Esperal.
Czasem jezcze pojawiasz się tuż na krawędzi moich warg. I szept jak upadły motyl wylatuje z ust - Proszę, opowiedz mnie jeszcze raz.
A potem patrzę w jej oczy i wiem, że to się nigdy nie stanie.
Zabiłam wszystkie swoje przeszłe ja. Z aż za dobrym skutkiem.
< wasze milczenia jak esperal, uzależnienie zaszyte w mojej skórze >
A potem patrzę w jej oczy i wiem, że to się nigdy nie stanie.
Zabiłam wszystkie swoje przeszłe ja. Z aż za dobrym skutkiem.
< wasze milczenia jak esperal, uzależnienie zaszyte w mojej skórze >
środa, 29 lutego 2012
Czas.
Moje nagie ciało jest owinięte w miękki koc, ledwie po przebudzeniu, na granicy jawy i snu. W krainie spokojnego oddechu wsłuchuję się w jego głos, który mówi mi, że to co było to przeszłość, skończone, że nastaje dzień tylko spełnienia. On przeciera mnie z koszmaru, wciera mnie w rozkosz, w spokój orgazmów które przychodzą jak fale codziennego przypływu, nieokiełznanego ale wciąż znanego tak dobrze, ze można wytrwać do końca, aż woda zalewa ci oczy.
Czasem jednak, kiedy zauważam drobinki kurzu tańczące w słońcu, wciąż odnajduję w sobie strach. Jestem jak oblana wapnem, które mimo spłukania wciąż jest uwięzione w niezliczonych liniach mojej skóry. Patrząc z daleka nie sposób zauważyć tych włosowatych niteczek zaschniętej bieli, ale kiedy pada na mnie plamka w kolorze kurczęcia, widzę je zbyt wyraźnie. Im bardziej drapię je paznokciem, chcąc wyskrobać ich chorobliwą bladość z zagłębień mojego ciała, tym głębiej wbijam je w siebie, tym więcej pyłu wiruje w powietrzu, tym bardziej się krztuszę.
Prawdę mówiąc, cały czas kulę się w strachu. Obleczona nim jak kokonem wstrzymuję oddech i wiem, że wciąż czekam. Czekam, aż umrze pierwszy z moich kochanków. I drugi. I trzeci. I każdy kolejny. Boję się, że śmierć zabierze mi ich wszystkich, tych których kochałam zawsze dla nich za późno. Boję się jednak tej chwili, która mnie określi, słowem zbyt wulgarnym i zbyt jednoznacznym. Z trwogą wstrzymuję oddech przed momentem w którym zaczną odchodzić, każdy jeden znacznie przede mną. Śledzę wiec każdego z nich, zaglądam przez okna, słucham nocnych majaczeń. Pierwsza ze śmierci będzie linią czerwieni na moim ciele. Pierwsza widoczna blizna po pierwszym starcu którego objęłam jak ćma lecąca w ogień.
< na udach rozplotłam te chwile kiedy układałeś na mnie swoje wargi >
Czasem jednak, kiedy zauważam drobinki kurzu tańczące w słońcu, wciąż odnajduję w sobie strach. Jestem jak oblana wapnem, które mimo spłukania wciąż jest uwięzione w niezliczonych liniach mojej skóry. Patrząc z daleka nie sposób zauważyć tych włosowatych niteczek zaschniętej bieli, ale kiedy pada na mnie plamka w kolorze kurczęcia, widzę je zbyt wyraźnie. Im bardziej drapię je paznokciem, chcąc wyskrobać ich chorobliwą bladość z zagłębień mojego ciała, tym głębiej wbijam je w siebie, tym więcej pyłu wiruje w powietrzu, tym bardziej się krztuszę.
Prawdę mówiąc, cały czas kulę się w strachu. Obleczona nim jak kokonem wstrzymuję oddech i wiem, że wciąż czekam. Czekam, aż umrze pierwszy z moich kochanków. I drugi. I trzeci. I każdy kolejny. Boję się, że śmierć zabierze mi ich wszystkich, tych których kochałam zawsze dla nich za późno. Boję się jednak tej chwili, która mnie określi, słowem zbyt wulgarnym i zbyt jednoznacznym. Z trwogą wstrzymuję oddech przed momentem w którym zaczną odchodzić, każdy jeden znacznie przede mną. Śledzę wiec każdego z nich, zaglądam przez okna, słucham nocnych majaczeń. Pierwsza ze śmierci będzie linią czerwieni na moim ciele. Pierwsza widoczna blizna po pierwszym starcu którego objęłam jak ćma lecąca w ogień.
< na udach rozplotłam te chwile kiedy układałeś na mnie swoje wargi >
piątek, 9 grudnia 2011
Początki.
Wymiana grzeczności, kilku dokumentów. Nie muszę patrzeć na jego twarz, żeby wiedzieć, że na mnie patrzy. Podobno zakres widzenia u kobiety jest o 40% większy niż u mężczyzny. Teraz jednak nie potrzebuję nawet tego.
Moje dwa zdania już zawładnęły jego umysłem. Mężczyzna zamknięty w układzie sił wymuszonym sytuacją. W strategicznym zamyśleniu wyglądam za okno, a cała jego postawa krzyczy do mnie, że właśnie zacisnął szczęki. Ten drobny ruch, uwypuklający jego pierwotną męskość sprawia, że mimowolnie wypełniona nagłym spazmem gorąca automatycznie naprężam uda. On nieświadomie pochyla się do przodu.
Uprzejmie zasłuchana, wracam wzrokiem do jego umięśnionej postaci, nieświadomej zapachu który właśnie zaczął wydzielać. Zakładam nogę na nogę, lekki szelest pończoch, niemal namacalny w powietrzu, dochodzący do jego uszu pomimo dzwonku telefonów, zgrzytu kopiarek. On rozkłada kolana, stopy kątem ostrym celującym w moje podbrzusze, nagle niepewny pochyla głowę, przez całą szerokość stołu podając dokumenty. Nadgarstek do góry? uśmiecham się, myśl o gejszy zachęcającej pretendenta do erotycznej walki.
Pogoń się rozpoczęła.
Moje dwa zdania już zawładnęły jego umysłem. Mężczyzna zamknięty w układzie sił wymuszonym sytuacją. W strategicznym zamyśleniu wyglądam za okno, a cała jego postawa krzyczy do mnie, że właśnie zacisnął szczęki. Ten drobny ruch, uwypuklający jego pierwotną męskość sprawia, że mimowolnie wypełniona nagłym spazmem gorąca automatycznie naprężam uda. On nieświadomie pochyla się do przodu.
Uprzejmie zasłuchana, wracam wzrokiem do jego umięśnionej postaci, nieświadomej zapachu który właśnie zaczął wydzielać. Zakładam nogę na nogę, lekki szelest pończoch, niemal namacalny w powietrzu, dochodzący do jego uszu pomimo dzwonku telefonów, zgrzytu kopiarek. On rozkłada kolana, stopy kątem ostrym celującym w moje podbrzusze, nagle niepewny pochyla głowę, przez całą szerokość stołu podając dokumenty. Nadgarstek do góry? uśmiecham się, myśl o gejszy zachęcającej pretendenta do erotycznej walki.
Pogoń się rozpoczęła.
wtorek, 2 sierpnia 2011
wtorek, 7 czerwca 2011
środa, 1 czerwca 2011
Bezkrzyk.
Czasami za nia tesknie. Kiedy trzeba wstac i wyjsc. Kiedy trzeba oczy niesc wysoko, a slowa wyrzucac w powietrze z szybkoscia armaty konczacej sie salwa smiechu. Kiedy trzeba rozgrzac ich do nieprzytomnosci i oblakanych oczu. Kiedy maja ocierac sobie usta proponujac.
Jestem miekka i czysta jak wosk, nabrzmialy cieplem na opuszkach palcow. W palcach ogrebiam klucze, drobinki pieprzu i beztajemniczosc. Ojjojoj, kiwa na mnie ostrzegawczym palcem kiedy przez przypadek za mocno sie zaslucham.
Pamietam jak przychodzila rwac powietrze, darla je na szmaty i rozedrgane polacie tlenu skwierczace jak na patelni. Samym spojrzeniem tak umiala.
Chyba, ze jej zalezalo.
< noca slucham jak krazy pod drzwiami, jak pies weszacy krew >
Jestem miekka i czysta jak wosk, nabrzmialy cieplem na opuszkach palcow. W palcach ogrebiam klucze, drobinki pieprzu i beztajemniczosc. Ojjojoj, kiwa na mnie ostrzegawczym palcem kiedy przez przypadek za mocno sie zaslucham.
Pamietam jak przychodzila rwac powietrze, darla je na szmaty i rozedrgane polacie tlenu skwierczace jak na patelni. Samym spojrzeniem tak umiala.
Chyba, ze jej zalezalo.
< noca slucham jak krazy pod drzwiami, jak pies weszacy krew >
poniedziałek, 14 marca 2011
Zastanowienie.
"jesteś tam?"
Wyciagasz do mnie dlon. Jeden z tak wielu nieistotnych ludzi. Patrze na nia startymi oczyma. Kiedys Ty naplules mi w moja. Podalam ja wtedy, alabastrowo czysta, dalej niz teraz Polska. Pozniejsze wybaczenie tez ofiarowywalam zbyt lekko, nieswiadoma wartosci jaka za soba niesie. Dla Was.
Chec zemsty z cala jej ostra, kamienna wartoscia jest nowa.
Jestes mi do niczego. Chlopczyku.
< Po rzesy odrodzonych oczu utopiona w rozpuscie smakow >
Wyciagasz do mnie dlon. Jeden z tak wielu nieistotnych ludzi. Patrze na nia startymi oczyma. Kiedys Ty naplules mi w moja. Podalam ja wtedy, alabastrowo czysta, dalej niz teraz Polska. Pozniejsze wybaczenie tez ofiarowywalam zbyt lekko, nieswiadoma wartosci jaka za soba niesie. Dla Was.
Chec zemsty z cala jej ostra, kamienna wartoscia jest nowa.
Jestes mi do niczego. Chlopczyku.
< Po rzesy odrodzonych oczu utopiona w rozpuscie smakow >
niedziela, 21 listopada 2010
Nietykalnosc.
W miejscu w ktorym jezyk ma cztery tony moj glos brzmi zaskakujaco melodyjnie. Zdziwiona zaledwie odrobine szubuje na ogonie latawca. Bywa, ze uczepiona samego koniuszka wciaz czuje sie jak sztabka olowiu. Wybaczanie jest butelka francuskiego wina schowana za szyba. Czasem przeciagam poslinionym palcem po szkle. Czekam az dojrzeje.
Ja mam juz ostatnie zycie do przebiegniecia. Owinieta w szale, miekkie spojrzenia, rozmruczane pozadanie. Moja duma na wysokich obcasach z perfekcyjnym manicure. Bezpieczenstwo ma smak orientu, zapach chleba, sytosc sera. Starzenie sie tym razem wyglada kolorowo.
Niose wlasna kobiecosc czerwieniejaca mi do srodka.
Ja mam juz ostatnie zycie do przebiegniecia. Owinieta w szale, miekkie spojrzenia, rozmruczane pozadanie. Moja duma na wysokich obcasach z perfekcyjnym manicure. Bezpieczenstwo ma smak orientu, zapach chleba, sytosc sera. Starzenie sie tym razem wyglada kolorowo.
Niose wlasna kobiecosc czerwieniejaca mi do srodka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
